Obozowe życie w Opowiadaniach Tadeusza Borowskiego i Innym świecie Gustawa Herlinga-Grudzińskiego




Wypowiedź na temat: Obozowe życie w Opowiadaniach Tadeusza Borowskiego i Innym świecie Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.

Gustaw Herling-Grudziński był więźniem różnych łagrów przez kilkanaście miesięcy. Miał więc możliwość poznania niemal wszystkich aspektów obozowego życia: od śledztwa, etapów i etapowych więzień, poprzez wielotygodniowe podróże, po same miejsca pracy. W swej książce dał opis porządku obozowego dnia, warunków pracy, żywienia i leczenia skazanych, systemu kar i nagród.

Rytm dnia w łagrach wyznaczała praca. Zawsze katorżnicza, ponad siły więźniów: przy wyrębie lasów, w kopalniach na budowach kanałów, linii komunikacyjnych. Praca w skrajnie trudnych warunkach, na Dalekiej Północy, gdzie przez zasadniczą część roku panowały silne mrozy. Więźniowi z reguły pozostawali poza „zoną” przez kilkanaście godzin, dni wolne zdarzały się niezwykle rzadko. Topory, piły, taczki, łopaty – tymi narzędziami wykonywano nawet najcięższe prace fizyczne. Nie było zarazem mowy o jakimkolwiek stosownym do klimatu ubraniu, solidnych butach, rękawicach. Przerwanie pracy, ruchu często groziło zamarznięciem. Tragiczne wypadki były jeszcze częstsze od samookaleczeń. Ciała pokrywały się ranami, odmrożeniami, brud, sprzyjały infekcjom.

Obozowy system przymusowej pracy był jakby karykaturą, karykaturalnym odbiciem systemy ekonomicznego ZSRR. W łagrach podobnie jak na wonności, budowano kult „uderzeniowej pracy”, ogłaszano jej przodownikom, wyznaczano normy. I fałszowano wyniki. Plan narzucony obozowi stawał się czymś świętym, realizowano go nawet kosztem życia więźniów. Teoretycznie pracującym przysługiwało wynagrodzenie – w rzeczywistości praktycznie nigdy nie widzieli nawet tych wręcz symbolicznych rubli, które miały pozostać po potrąceniu kosztów pobytu w obozie. Stawały się one łupem obozowej administracji lub „urków”.

Owe koszty utrzymania, obozy przynosiły NKWD gigantyczne zyski, to dach nad głową, strzępy odzieży i pożywienie. W barakach więźniowie mieszkali w niebywałym brudzie, zaduchu, ciasnocie, bywało w nich bardzo zimno. Natomiast głód stał się zasadniczą częścią obozowego losu. Skazani dostawali minimalne racje żywnościowe, zapominali smaku mięsa, cukru, jarzyn – przejmująco wspomina to Szałamow. Niedożywienie, nieraz prowadzących do obłędu głód dziesiątkował ich tak, jak praca ponad siły.

W „Opowiadaniach” Borowskiego za przeżycie obozu płaci się bardzo wysoką cenę. Jest nią utrata wiary we wszystko, co pochodzi ze świata rzeczywistość charakteryzuje się wszechobecnością śmierci, jej zwyczajnością. W „Dniu na charmeurach” jest tłem. Więźniowie są nieustannym zagrożeni śmiercią, która jest tu karą za wszystko. Dwaj ludzie zostaną zabici, bo nie umieli maszerować. Dziewczyna, którą złapali z kochankiem, zginie, bo nie utrzyma nad głową ciężkiej belki. Śmierć czeka tu wszystkich, bezwyjątkowa i uległa. „Proszę państwa do gazu” życie więźniów odebrane zostaje jakakolwiek wartość, istnieją jak przedmioty, całkowicie zreifikowani (uprzedmiotowieni). Niemcy potrzebowali siły roboczej, a najważniejszą byli więźniowie, co zostało ukazana w „U nas w Auschwitz” zysk wysuwa się na plan pierwszy, wielu firmom niewolnicza praca ofiar przyniosła krocie.

Terror obozów stanowił konsekwencję postawy wobec człowieka, staje się narzędziem ustawiającym więźniów w wyznaczonym im miejscu. Trzeba sprowadzić ludzi do stadium myślenia o sobie jako o więźniu, ofierze, przedmiocie.

Jednocześnie staje się dla więźniów jedynym tematem rozmów, myśli, dążeń i pragnień życiowych.



Chcesz być na bieżąco? Dodaj swój adres e-mail do newslettera!

Wpisz adres E-mail: